poniedziałek, 11 czerwca 2012

Spacerkiem po Chicago cz.1

Wychodząc po raz pierwszy ze stacji metra przy Washington/Welles wrażenie jest piorunujące. Oto znalazłem się w mieście Ala Capone. W mieście, którego ulice spływały onegdaj obficie krwią. Gdy do tej historii dołożyć ogromne drapacze chmur, to mogę śmiało powiedzieć, że pierwszy raz w życiu czułem się zagubiony. Nie miałem pojęcia, w którą stronę iść, choć plan wycieczki miałem z góry ustalony. Żadnego odnośnika w postaci jakiegoś zabytkowego kościoła, pałacu, zamku czy innej, charakterystycznej dla każdego europejskiego miasta budowli. Same kwadratowe kolosy pnące się w górę. I oczywiście zgubiłem drogę. Chciałem iść w kierunku Sears Tower, a polazłem dokładnie w odwrotnym:) Pierwsze dni pobytu obfitowały w zachwyt, który jednak powoli zaczął się zmieniać w zmęczenie, a ja zacząłem szukać otwartych przestrzeni. Nie zmienia to jednak faktu, że wywiozłem z tego miasta same miłe wspomnienia.




























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz